- Lubię Emilię. .

Wielu posiadaczy ziemskich było Khampami, a Khampowie nie zniosą spokojnie podobnego traktowania. Dlatego trudno się dziwić, że bohater narodowy i bojownik o wolność, który pojawił się w tym czasie, pochodził z prowincji Kham. Był nim czterdziestoczteroletni Andrutszang, głowa jednego z najstarszych, najbogatszych i najbardziej szanowanych rodów Khampów. Znany był w całym Tybecie jako człowiek dobroduszny, gotowy do udzielania pomocy i pierwszy do wspierania innych, gdy znaleźli się w biedzie. Ten mężczyzna ruszył teraz w góry i na czele garstki przyjaciół stanął do walki z Chińczykami. Początkowo ograniczali się do spuszczania kamiennych lawin na górskie drogi używane przez Chińczyków. Wkrótce jednak zaczęli napadać na chińskie posterunki wojskowe i rekwirować broń, amunicję i żywność, której tak dotkliwie brakowało. W ciągu trzech miesięcy ich zastępy urosły do kilkuset ludzi, którzy zwalczali Chińczyków w całej prowincji. Chińczycy odpowiedzieli zbombardowaniem Czatingu, Batangu i Tranko oraz zniszczeniem klasztorów. Później zbombardowali także Czekundo i Litang, dwa miasta podejrzane o wspieranie Khampów. Tymczasem Andrutszang wyruszył ze swymi ludźmi na Lhasę, z nadzieją, że uda mu się tam uzyskać wpływ na lokalny rząd i wywierać silniejszą presję na Chińczyków.. Doszedłem do wniosku, że Wół zareaguje najlepiej, jeśli otoczę całą sprawę mgłą tajemnicy, sugerując, że Kruk jest moim dawnym wrogiem, i że choć zrobiłbym prawie wszystko, by dopaść go w ciemnym zaułku, to pod innymi względami nie był dla mnie ważny.. Hoffer nie próbował spojrzeć mu w oczy. Wszedł do budynku, a za nim ruszył szeryf.. Na wspomnienie niedawnej wyżerki twarz Jupe’a spochmurniała na krótką chwilę. Przed oczami stanęło mu zjedzone tego ranka ogromne śniadanie. Ech, co tam, to nie jest odpowiedni moment na zastanawianie się nad takimi błahostkami. Trzeba przemyśleć mnóstwo spraw ważniejszych od jakiejś tam nadwagi.. - A pański ojciec?. Nie potrafimy powiedzieć, jak długo osierocony księżyc zbliżał się coraz bardziej do Słońca. Może ta podróż trwała miesiące, może lata. A potem stało się coś, co miało jedną szansę na milion, ale takie wydarzenia niekiedy dzieją się w przyrodzie. Trajektoria, po której podążał księżyc, zaprowadziła go w pobliże Ziemi, krążącej samotnie swą ścieżką wokół Słońca od początku czasów!. — Tak, tak, oczywiście, to o to musi chodzić. Ale ja zbadałem ten pokój, szukałem ruchomych części boazerii, skrywających jakiś schowek, i niczego nie znalazłem. Dobrze, daj mi tę trzecią wskazówkę. Połowę już tutaj mam! — pokazał oddarty kawałek papieru..